Zmierzając w kierunku słońca

Wiem, wiem, wiem. Dawno mnie tu nie było, ale nie zapomniałam o blogu i nie przestałam czytać. Mam się dobrze, to tak wbrew stwierdzeniu, że jeśli nie udzielam się na fejsie czy insta, to właściwie nie istnieję. Zaszyłam się na dłuższą chwilę w przytulnym kącie i pochłonęłam kilka świetnych książek, o których wkrótce opowiem. Mam za sobą wspaniałe spotkania i przecudowne wspomnienia. Nie przestałam też pisać, wręcz przeciwnie! Z niecierpliwością czekam na premierę swojej książki, a żeby nie przebierać nogami i nie popadać w zbytnią euforię, tworzę kolejną powieść. Przyszłość pokaże, co z tego wyjdzie, ale teraz nie zamierzam się tym zamartwieć. Tak to już chyba jest, że aby nabrać do życia dystansu, trzeba pozwolić sobie na kilka przemyśleń, a te przychodzą w chwilach wyciszenia.

Czas biegnie nieubłaganie i nie będę tu filozofować, bo żadna ze mnie filozofka. Wiem jednak, że utrzymywanie tego samego tempa przez dłuższy okres jest niemożliwe, bo wtedy łatwo o potknięcie. Pęd życia jest niczym nurt, do którego łatwo się wpada, ale trudno wychodzi. Na początku może się okazać całkiem niezłą zabawą. Tak to bywa z prądami. Wyglądają niewinnie, może nawet nęcąco, ale zabierają ze sobą zanim zdążymy się zorientować i nawet jeśli staramy się nie utonąć z czasem przychodzi zwątpienie.

Powiem szczerze, że ja nie nadążam za tym byciem – szybszym, pierwszym, doskonalszym. A może powinnam powiedzieć, że nie nadążam za bywaniem? Jestem jaka jestem, a jaka jestem, wiedzą ci, którzy mnie znają. Wychowałam się w czasach, kiedy ze znajomymi rozmawiało się twarzą w twarz, żeby umówić się na spotkanie, nie potrzebowałam messengera, a zrobienie zdjęcia nie wymagało dodawania filtrów, czy przeróbek w photoshopie. Nie twierdzę, że postęp jest zły. Wręcz przeciwnie! Nie wyobrażam sobie życia bez współczesnych udoskonaleń, ale popadanie w skrajności, zawsze budziło moje obawy.

Przez długi czas była moda na piękność i perfekcyjność. Przyglądaliśmy się temu z zazdrością, bo jak to! Skoro ktoś potrafi być doskonały, to ja też. Naiwność pozwala wierzyć, że sami potrafimy sobie ze wszystkim dać radę, że otaczają nas ludzie bez zmarszczek, nadmiernych kilogramów i w pełnej symetrii. O ile większość dorosłych potrafi podejść do tematu z pewną refleksją i dystansem, o tyle młodzi ludzie nie wiedzą, co jest grane. Świat mediów i celebrytów zupełnie zaburzył im postrzeganie rzeczywistości. Lawirują między tym, co nierealne a tym, co potrzebne. Nie dziwmy się, że młodzież jest zagubiona, skoro oszukują ich ci, którym ufają. Na szczęście teraz moda się zmienia i coraz częściej możemy zobaczyć wpisy typu: ,,Tak wyglądam naprawdę! Mam blizny, rozstępy, przerzedzone włosy…”. Czyżby udawadnianie, że jesteśmy lepsi od innych, zaczęło nam wychodzić bokiem?

Może długie wakacje od social mediów wcale nie były głupim pomysłem? Wyciszyłam wewnętrzny hałas i pozwoliłam sobie na romantyczne chwile sama ze sobą. Patrzyłam na zachodzące słońce, podziwiałam barwy zmieniającego się krajobrazu, przysłuchiwałam się dźwiękom, które grała dla mnie natura i przekonałam się, że bycie sobą jest najbezpieczniejszą opcją we współczesnym świecie.

9 thoughts on “Zmierzając w kierunku słońca

  1. Magsa says:

    Super Lucynko, każde słowo w punkt i mam takie samo zdanie na wszystkie tematy . Najważniejsze to być w zgodzie z samą sobą, polubić się za to kim i jakim się jest . Uważam, że do takich wniosków dochodzi się z wiekiem i przez wiele lat, ale najważniejsze jest umieć się odnaleźć w tych dzisiejszych, zwariowanych czasach 😘😘

    • lucynalesniowska.pl says:

      Madziu, masz rację! Im człowiek starszy, tym więcej wie o świecie. Najgorsze jest to, że w tych zwariowanych czasach rozmowy ograniczają się do lakonicznych odpowiedzi, a chwile spędzone z bliskimi przeciekają nam przez palce. Dobrze, że czasem nachodzą nas pewne refleksje, a dzięki nim przestawiamy myślenie. Pozdrawiam cieplutko 🙂

  2. Katarzyna Lewandowska says:

    Lucy, bardzo mi się podobało to, co napisałaś. Masz rację, pęd życia zabiera nam to, co najpiękniejsze: prawdziwe relacje, bycie z innymi i z samym sobą. Ja mam właśnie teraz taki szalony czas, nie nadążam z niczym. Tak marzę o chwilach wolniejszych, bardziej zgodnych z moją kontemplacyjną naturą. Twój tekst sprawił, że zadałam sobie pytanie: czy na pewno muszę tak gonić? Jestem przecież taka tym zmęczona…Dziękuję!

    • lucynalesniowska.pl says:

      Kasiu, bardzo mi miło, że tym tekstem w jakimś stopniu Ci pomogłam. Tak to już jest z tym naszym życiem. Strach przed niewykorzystanymi możliwościami, czasami przysłania nam radość życia. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie poczujesz się lepiej i uda Ci się odpocząć i pokontemplować.
      Drzemie w Tobie artystyczna dusza, a takie karmią się spokojem i harmonią. Życzę Ci więcej czasu dla siebie. Uściski 🙂

  3. Paulina says:

    Ostatnio doszłam do podobnych wniosków – żyjemy w czasach gdzie stawia się na aktywność i postępy. Ludzie robią tyle rzeczy głównie po to, żeby wiedzieć tzw. progres. I gdy potem coś dzieje się nie tak, albo tych postępów nie ma – pojawia się frustracja. Jakby nie można robić czegoś dla samej przyjemności danego działania. A wszystko nakręcają media i portale społecznościowe.

  4. Agnieszka says:

    Lucynko zgadzam się z Toba w 1000%.
    Ostatnio tez mnie naszły takie rozne przemyślenia odnośnie sensu życia.
    Masz rację za szybko pędzimy, nie mamy czasu dla siebie a nawet bliskich nam osób, czas nam ucieka między palcami. A nawet nie wiemy kiedy dzieci juz dorosną a my będziemy już “wiekowi”. Trzeba spowolnić , włączyć pierwszy a nie ostatni bieg. Cieszmy się każda chwila i jak tylko możemy i spędzajmy czas z najbliższymi.
    Pozdrawiam i sciskam❤

    • lucynalesniowska.pl says:

      Cieszę się, że nie jestem osamotniona w tych refleksjach. Wasze komentarze są dla mnie bardzo cenne.
      Również pozdrawiam i mocno ściskam:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Translate »