Czekaj, mrugaj

Ten intrygujący tytuł ,,zamrugał” do mnie pewnego razu w księgarni i trudno było nie ulec jego urokowi. Sięgnęłam po książkę i zupełnie przepadłam. Z pozoru chaotyczna fabuła, sprowadza do prostej refleksji: jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś w tej samej chwili robi to samo, co my? Na ile sztuka wpływa na nasze życie, a życie na sztukę?

Zaczęłam pisać recenzję. Kursor mrugał, czekał, a ja zastanawiałam się, jak zgrabnie ująć tę misternie skonstruowaną historię obyczajową.                                                                                                                                                                                                                                       

Jedną z bohaterek jest Sigrid, która ma dwadzieścia trzy lata i studiuje literaturę na Uniwersytecie w Bergen. Jest taką studentką literatury, która ma na ścianie zdjęcia teoretyków literatury skopiowane z podręczników i przyczepione białą masą przeświecającą u góry arkusza papieru do ksero. Jest też taką studentką literatury, która ma na ścianie reprodukcję słoneczników van Gogha, ponieważ wiele dla niej znaczą (jest coś w ich żółcieni, groteskowości, w nowo otwartych i zwiędłych kwiatach, groteskowości, w ,,życiu” i ,,śmierci”, w beznadziei, z jaką słoneczniki wychylają się z wazonu i zwieszają swoje absurdalne jednookie twarze). (Jest coś w tym, jakie są samotne, a mimo to, tak groteskowo otwarte). Ale jest też taką studentką, która zaczęła zwracać uwagę, że zawsze, gdy kobiety mają wydawać się kruche czy bezbronne, w filmach czy w literaturze, noszą za duże męskie koszule i mają nagie nogi. (…) I prawda  jest taka, że nie może tego znieść.  

Jest też Viggo, którego ulubioną książką (oprócz ,,Boskiej komedii” Dantego) jest ,,Zamek” Kafki. Viggo, podobnie jak Sigrid, studiuje literaturoznawstwo. I tak samo jak ona, czuje się samotny i o tej samotności rozmyśla. Czemu po prostu nie mknąć przed siebie, kręcąc się w kółko, by tym wirowaniem uwolnić się od samego siebie? Próbował to zrobić najlepiej jak potrafił, wirować tak, żeby uwolnić się od siebie. I na tym kończy się ich podobieństwo. Tych dwoje nigdy się nie spotka, ale spotkają się Magnus (przyjaciel Sigrid) i Elida, znajoma Vigga sprzed lat.

W takim razie, jak potoczą się losy Sigrid? Otóż, w osobliwych okolicznościach, pozna Kårego, pisarza, którego dopadł kryzys wieku średniego. Mimo wahań, tych dwoje wdaje się w romans z nadzieją, że odnajdą szczęście. Więc skąd tyle wątpliwości? Sigrid walczy ze sobą, żeby nie ulec stereotypowi kruchej kobiety, ale potrzeba bycia kochaną wydaje się być silniejsza. Kåre porównuje swój dawny związek z teraźniejszym. Do jakich dochodzi wniosków? Tego dowiecie się po przeczytaniu książki, jedyne co zdradzę to, że wątki Panny Młodej z ,,Kill Billa” i Sofii Cappoli z ,,Między słowami”, mimowolnie wpływają na odczucia bohaterów książki. 

Jak widzicie, historia robi się pokrętna, a to dopiero początek, bo następnymi postaciami, które poznajemy są Linnea, początkująca reżyserka i zakochany w niej producent, Robert. Linnea, zanim poznała Roberta, wdała się w romans z profesorem komparatystyki, Göranem. Göran ją dostrzegł; to, że weszła na salę z tymi jasnymi rozwichrzonymi włosami, ze swoim wrażliwym wnętrzem, i że patrzyła na niego wielkimi oczyma, i że chodziła po sali, oglądając stojące pod ścianami mumie. To, co dla Görana było jedynie przygodą, dla Linnei stało się sensem życia, a źle zinterpretowany liścik tylko podsyca jej złudne nadzieje. Nadziei jednak zaczyna brakować Robertowi, który zastanawia się: (…) jak takie intensywne przyciąganie może pojawić się z niczego, czy to możliwe, że ktoś wchodzi do sali, ktoś inny już tam jest i tych dwoje ludzi czuje z jakiegoś powodu, że muszą fizycznie się do siebie zbliżyć. I jak to możliwe, że ktoś wchodzi do czyjegoś gabinetu ze scenariuszem ta pierwsza osoba natychmiast czuje jakąś więź z drugą, ale druga być może wcale nie czuje, że powinna zbliżyć się do pierwszej. Dlaczego to się nie dzieje tak samo dla wszystkich?

I jest też Trine, samotna matka, a niegdyś radykalna artystka. Próbuje odnaleźć się w nowej roli. Artystyczne wystąpienie wyzwala w niej mnóstwo refleksji i wątpliwości. I gdy zauważyła, że przebywanie tutaj i robienie tych samych rzeczy co wcześniej dawało jej coś w rodzaju akceptacji – że nie zniknęła w hormonalnej mgle, że nie zarzuciła swojego projektu, swojej osobowości  – to sprawiało, że miała ochotę napluć im wszystkim w twarz, ściągnąć z siebie ubranie i pokazać im rozstępy na brzuchu i szwy, które pozostawiły jej dużą grudę przy odbycie; tak naprawdę miała ochotę po prostu położyć się na podłodze i tu przed nimi URODZIĆ.”

Każda z tych osób odbiera sztukę na swój sposób. Doszukuje się w niej znaków, motta, czegoś, co bezkolizyjnie poprowadzi ich przez życie. Ale czy taki układ jest realny? Tu z wyjaśnieniami i z pozdrowieniami przychodzą Beatrycze i Dulcynea (które oczywiście będą waszymi narratorkami i przewodniczkami).

Oryginalny styl pisania Gunnhild Øyehaung przedstawiony jest w formie wykadrowanych scen, które, w zależności od ludzkich uczuć i relacji, zmieniają się jak w kalejdoskopie. Autorka przedstawia je z przymrużeniem oka, by po chwili, z prawdziwą powagą traktować o samotności, miłości, zdradzie czy wybaczeniu. Porusza temat feminizmu, nie wytaczając przy tym ciężkich dział. Zadaje pytania i zmusza do refleksji.

Mrugający kursor jest jak wąska czarna kreska: co się stanie (…) ze wszystkim tym, co myślała wcześniej dzisiejszego dnia, jeśli nic z tego wszystkiego nie zapisze? Co z tego pozostanie? Ze wszystkiego , co myślała i czuła w związku z Sofią Coppolą i tytułami, które pojawiają się na chwilę, by zaraz zniknąć, z myślami i uczuciami, które przepłynęły tylko przez jej głowę i coś dla niej znaczyły, i chciała to komuś pokazać, ale po pierwsze, nikt nie miał czasu, żeby jej wysłuchać, a po drugie, nie była jeszcze w stanie nikomu tego wyrazić? Czy to wszystko zapadnie się z powrotem w ciemność, z której się wynurzyło?

I jak tu nie napisać recenzji książki, w której wszystko wydaje się ważne i prawdziwe?

Tę erudycyjną powieść mogę polecić osobom łasym na sztukę. Myślę, że przyjemnie spędzą czas i z łatwością zaspokoją wysmakowany gust.

Źródło cytatów: Gunnhild Øyehaug, Czekaj, mrugaj, tłum. Anna Krochmal, Robert Kędzierski, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2019.

2 thoughts on “Czekaj, mrugaj

  1. Joanna says:

    Świetna recenzja, jak zawsze 😊 I bardzo mi się spodobał pomysł, by się wirowaniem uwolnić sod siebie. Czasem tak właśnie próbuję zrobić 🙄

    • lucynalesniowska.pl says:

      Tak. Książka jest warta polecenia. W tym zwariowanym świecie, problemy bohaterów są takie realne, wręcz namacalne! Myślę, że dobrze jest znaleźć sposób na oderwanie się od siebie. Moim ,,wirowaniem” jest czytanie książek i pisanie. A jaki jest Twój sposób?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »