Kolejny powód do radości :)

W czerwcowym numerze ,,Miesięcznika społeczno-kulturalnego Śląsk” ukazało się moje opowiadanie ,,Zaraza i inne czasy”. Niezmiernie się cieszę, że tekst mojego autorstwa po raz kolejny został doceniony przez redakcję.

Znajdziecie tam też opowiadanie ,,Szypułki” Michała Pawła Urbaniaka, który w maju zadebiutował znakomicie przyjętą powieścią ,,Lista nieobecności” https://lucynalesniowska.pl/lista-nieobecnosci/.

Na blogu ukazał się też z nim wywiad https://lucynalesniowska.pl/projekt-sztuka-obserwuje-zycie-ono-jest-najlepsza-inspiracja/ – zachęcam do przeczytania.

Opowiadanie ,,Szypułki” niesamowicie mnie wzruszyło. Główny bohater rozpamiętuje czas spędzony ze swoją babcią. Wspomnienie jest tak żywe, tak prawdziwe i tak podobne do tego, które ja sama chowam w sercu, że trudno było mi nie czytać tego tekstu z prawdziwym zaangażowaniem. Mam wrażenie, że to nie tylko zbiór słów zapisanych na kartce, ale pewnego rodzaju fotografia. Michałowi gratuluję udanej publikacji.

A jakie były okoliczności powstania mojego tekstu? Znajoma, opowiadając mi pewną historię, wypowiedziała jedno ze zdań, które faktycznie znajduje się w teście. Już wtedy wiedziałam, że je wykorzystam i tego samego dnia zabrałam się za pisanie.

Opowiadanie przeleżało w szufladzie trzy lata, ostatnio doczekało się kilku poprawek i powstała ,,Zaraza i inne czasy”.

Oto fragment: ,,Leżę w łóżku i próbuję uciec od tego, co słyszę. Natrętne chrapanie Tadka, wwierca się w ścianę i robi mi dziurę w głowie. Jest jak mucha, która wpada do mieszkania – brzęczy i denerwuje, podnosząc ciśnienie.
Czasem myślę, że go zabiję. Nie wiem jak, ale kiedyś to zrobię. 

Nakładam poduszkę na głowę. Próbuję nie słyszeć dźwięków, którymi Tadek traktuje mnie od trzydziestu lat – jutro rocznica, odrzucam pościel na bok i zapalam nocną lampkę. Spoglądam na zegar – piąta piętnaście. Jeszcze mogłabym z godzinę pospać, ale zwlekam się z łóżka i stopami wymacuję pantofle, wychodzę z pokoju.

Włączam światło w kuchni. Jest mała, klaustrofobiczna, jak wiele rzeczy w moim życiu.

Otwieram szafkę i wyjmuję kubki. Wyciągam łyżeczkę, która spada na wykafelkowaną podłogę. Ten brzdęk jest melodią dla uszu po koncercie, jaki dostałam od Tadka. Podnoszę ją i energicznie zasuwam szufladę. Wlewam wodę do czajnika. Chrapanie Tadka cichnie. Niemożliwe! 

Wyciągam z lodówki jajka. Nie chce mi się ich robić z boczkiem, chociaż wiem, że Tadek takie lubi. Masło rozpływa się po teflonowej patelni jak rozlana woda. Wbijam jajka, zaczynają przyjemnie skwierczeć. Tadek wychodzi z pokoju, ubrany tylko w bokserki. Zapach jajecznicy wabi go, niczym rekina krew.

— Nie mogłem dziś spać. — Przeciąga się. Jego brzuch przypomina bojler, który moja matka miała w łazience. Odwracam głowę i zaczynam energicznie mieszać jajka. Siwiejący zarost kłuje mi twarz, kiedy Tadek zbliża się, aby cmoknąć mnie w policzek. 

— Ty nie mogłeś spać?! — oburzam się, ale nie spuszczam jajek z oka. Zaraz będą idealne. Nie mogą być za suche. Na szczęście oboje lubimy takie same: kiedy żółtko nie jest do końca zwarte. — Gdyby nie ta cholerna zaraza, umówiłabym cię do lekarza. Musisz coś zrobić z tym chrapaniem — dodaję, ściągając patelnię z kuchenki gazowej.

— A ty myślisz, że lekarz cudownie mnie uzdrowi. Po tylu latach powinnaś się przyzwyczaić.

Odrywa kawałek papierowego ręcznika i wydmuchuje nos. Głuchy dźwięk, wychodzący z jego krzywego nosa, brzmi jak zatkana trąba. Tadek wyrzuca suchy papier do kosza i patrzy na mnie tryumfalnie. Przecież wiem, że nie ma kataru.

— Nie stój tak, tylko podaj talerze.

Kładzie je na niewielkim stole, ustawionym pod oknem. Siadamy naprzeciwko siebie jak para na randce. Stolik jest tak wąski, że talerze prawie stykają się brzegami. Kiedy czajnik zaczyna gwizdać wstaję, aby zalać kawę. Dla siebie zostawiam miejsce na mleko. Śniadanie jemy w milczeniu. Odgłosy wydawane przez sztućce są jak rytm naszego wspólnego życia – przewidywalne i gubiące się w ciszy. 

Moja matka powtarzała, że powinnam być ,,wdzięczna za tak dobrego chłopa”. Oczywiście, że powinnam! Ona nie miała takiej sielanki. Mój ojciec pił alkohol, jak maratończyk wodę. Jego wypłata rozpływała się wraz z wódką, którą chętnie dzielił się z kolegami. Do dziś zastanawiam się, gdzie byli, kiedy jego ciało zaczynało się rozkładać w jednej z opuszczonych kamienic? Wylew przyszedł znienacka, ale ojciec znieczulony procentami, odszedł bezboleśnie – jestem tego pewna.

Miałam wtedy dziewiętnaście lat. Powinnam płakać, ale nie uroniłam ani jednej łzy. Moja matka nie wie wszystkiego o moim małżeństwie, ale nie chcę dziś o tym myśleć. Jutro nasza rocznica ślubu, której i tak nie uczcimy, bo zostaliśmy zamknięci w swoich domach jak zwierzęta w klatkach.”

Ciąg dalszy znajdziecie w najnowszym numerze ,,Śląska”.

13 thoughts on “Kolejny powód do radości :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »