Kobieta, którą byłam

#DobraPowieść #NietuzinkowaHistoria #WciągającaKsiążkaObyczajowa… Takimi tagami mogłabym oprawić recenzję powieści ,,Kobieta, którą byłam”, co dla wielu, byłoby wystarczającą zachętą do przeczytania książki. Mogłabym też oflagować tekst hasztagami typu: koszmarna powieść, przewidywalna historia, kiepska obyczajówka, czym u jednych wywołałabym zniechęcenie, a u fanów autorki, oburzenie. Mogłabym wzbudzić kontrowersję, mogłabym też iść na łatwiznę, bo coraz częściej krótkie hasła wydają się mieć większą moc niż przemyślane wypowiedzi. Ale nie zrobię tego, bo cenię pracę innych ludzi. A co tak naprawdę sądzę o tej powieści?

Głównymi bohaterkami książki ,,Kobieta, którą byłam” są Kate, Sally i Gisela. Poznajemy je tuż po przeprowadzkach do nowych domów na zamkniętym osiedlu przy Parkview Road. Każda z kobiet wyróżnia się innym charakterem oraz modelem życia.

Sally jest testerką win, spełnia się zawodowo i prywatnie, co chętnie dokumentuje na Facebooku. Ma dom urządzony w minimalistycznym stylu, przystojnego męża, który organizuje dla niej romantyczne kolacje. Nie ma dzieci, a co za tym idzie, problemów związanych z ich wychowaniem. Sally prowadzi życie w blasku świec oraz w otoczeniu ekskluzywnych hoteli i apartamentów. #SallyJestPosiadaczkąPrzepisuNaBeztroskieŻycie. Ale czy na pewno?

Gisela jest szczęśliwą żoną i matką. To ona steruje życiem swojej rodziny, tak ustalili z mężem dawno temu. Ona, pomimo ukończonych studiów prawniczych, zostaje w domu, aby on zarabiał na rodzinę. Lubi dobre jedzenie, gustowne dodatki i drogie ubrania. Starszy syn Ollie jest studentem inżynierii w Bath, młodsza córka, Hannah, przygotowuje się do matury. #CzyOdŻyciaMożnaChciećWięcej?

Kate pracuje w karetce pogotowia i wyróżnia ją skrytość oraz dystans do nowo poznanych osób. Jest samotnie wychowującą matką, i w przeciwieństwie do swoich koleżanek, nie posiada profilu na Facebooku. Nie ma go też jej nastoletnia córka, Daisy. Ich życie jest tajemnicą, bo w przeszłości coś się wydarzyło. Coś o czym nie mogą mówić i o czym nikt nie powinien się dowiedzieć. #NowyDom#NowyPoczątek#NoweŻycie.

Pewnego dnia Gisela organizuje imprezę, podczas której zawiązują się niespodziewane znajomości, ale dopiero, kiedy dochodzi do wypadku jednego z bohaterów, kobiety zaprzyjaźniają się i stopniowo wyjawiają prawdę na temat życia jakie wiodą. Ugruntowane opinie tracą moc, poglądy zmieniają kierunek, a kolorowe obrazki tracą swoje barwy, bo (..)ludzie są tak przyzwyczajeni do fotografowania, że zapominają, iż wszystko wokół nich dzieje się w realu.

,,Kobieta, którą byłam” to powieść napisana w klimacie ,,Wielkich kłamstewek”, których jestem fanką. Podobnie jak w literaturze Liane Moriarty, tak i w książce autorstwa Kerry Fisher odnalazłam wszystko, co cenię w dobrej prozie obyczajowej. Znakomicie zarysowane postaci, zaskakujące wątki oraz historię napisaną sprawnym piórem.

Kerry Fisher w swojej powieści opowiada o współczesnych ludziach, którzy za pomocą social mediów, prowadzą podwójne życie. Tam wszystko jest wygładzone, eleganckie, godne pozazdroszczenia. Facebook staje się areną przechwałek, niespełnionych obietnic i niepotrzebnych komentarzy. Ten kocioł obłudy musi kiedyś wykipieć i przekonują się o tym główne bohaterki. Autorka w posłowiu wspomina: To zjawisko dokumentowania życia z najdrobniejszymi detalami, takimi jak zawartość naszego talerza na śniadaniu, w połączeniu z ludzką skłonnością do prezentowania się z jak najlepszej strony – pokazywania naszych egzotycznych wakacji, przemyślanych prezentów urodzinowych, idealnych rodzinnych spotkań – podsunęły mi pomysł na tę książkę. Moje rodzinne wakacje wyglądają raczej tak: ,,Bue, tylko nie następne muzeum!”, ,,Będzie tam wi-fi?”, ,,Myślałem, że to ty weźmiesz prawo jazdy”. Do tego trochę moich krzyków, żebyśmy już wreszcie wychodzili, bo trzeba zdążyć na samolot. Na Facebooku nie widzę odbicia mojej rzeczywistości.

Kerry Fisher wie o czym pisze. W jej prozie nie sposób doszukać się sztuczności, naciąganych tematów i nierealnych rozwiązań. Autorka z przekonaniem prezentuje to, co tak wielu zna z obserwacji najbliższego otoczenia, bądź z osobistych praktyk.

Książkę wciąga od pierwszych stron i czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Historia traktuje o zwyczajnym życiu zwyczajnych ludzi, którzy uwikłani w trud codzienności, próbują sobie radzić, najlepiej jak potrafią. Ten temat dla wielu mógłby wydawać się rozczarowujący, a jednak Kerry Fisher przedstawia go w sposób nietuzinkowy i jednoczenie bardzo prawdziwy. Bo chyba każdy z nas podejmował próby poprawienia własnego bytu poprzez posiadanie. Własne mieszkanie, wspaniała okazja biznesowa, niezależność osiągnięta znacznie wcześniej od naszych rówieśników. A wraz z nią ambicje, by mieć więcej, większe i lepsze – akceptowanie dłuższych godzin, cięższej pracy, mniejszej ilości czasu dla siebie – aż zostaliśmy przytłoczeni przez to, co się powinno, co wypada, co trzeba mieć.  Wyprzedawaliśmy kawałki swojej duszy i nawet tego nie zauważyliśmy.

Autorka nie stroni też od trudnych tematów, takich jak: hejt w social mediach, niesprawiedliwa ocena, brak zrozumienia, rozczarowanie, trud macierzyństwa, idealizowanie życia przez młodych ludzi i szeroko pojętej zdrady. Nie zabiera też nadziei, że jeśli spotka się na drodze odpowiednich ludzi, wszystko nabiera głębi. Trzeba tylko nauczyć się mówić o sobie prawdę.

Książkę ,,Kobieta, którą byłam” szczerze polecam. Wprawdzie to moje pierwsze spotkanie z twórczością Kerry Fisher, ale z pewnością nie ostatnie.

Źródło cytatów: Kerry Fisher, Kobieta, którą byłam, tłum. Agnieszka Sobolewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Translate »