Gdyby nie dom…

Jak wiadomo bardzo lubię wyzwania i po raz kolejny postanowiłam się zmierzyć z zabójczym limitem 1700 znaków. Ale tak naprawdę to jedyne ograniczenie, które narzuca organizator konkursu na blogu Pasji Pisania. Dowolność w podejściu do tematu daje duże pole do popisu. Tym razem inspiracją było słowo ,,dom”.

Czym jest dom? Budynkiem, kwaterą wydzieloną w blokowym segmencie, a może marzeniem, wyrastającym na ogrodzonej działce…

To tylko kilka możliwości, będących punktem wyjścia. Dla mnie dom jest tam, gdzie są moi bliscy. Dom to atmosfera i azyl, dający schronienie przed resztą świata.

Moi bohaterowie nie mają takiego szczęścia. Jak wygląda ich dom? Przeczytajcie sami.

,,Siedzieliśmy na osiedlowej ławce i skubaliśmy słonecznik. Gruby pił coca-colę i na hasło: ,,Daj łyka”, wyciągał dłoń w stronę proszącego. Najczęściej proszącym był Gucek – tyczkowaty rudzielec z odstającymi uszami. Mieszkał pod siódemką, ja pod czwórką. Mój pokój, znajdował się pod jego pokojem, a one były częścią małych mieszkań w dziesięciopiętrowym bloku.

Pod naszymi zębami pękały palone skorupki słonecznika, językiem wyciągaliśmy ziarno, a reszta lądowała na chodniku. Mieliśmy piętnaście lat. Byliśmy głośni i niemal codziennie urządzaliśmy zawody w pluciu na odległość. Najczęściej wygrywał Nick, który nosił fryzuję, jak jeden z członków Backstreet Boys. ,,Plujecie, jak panienki!”, triumfował. Gucek próbował mu dorównać, ale zawsze przegrywał z Woluszym. Gruby nigdy się nie wysilał. Nie ulegał syndromowi rywalizacji, bo miał wszystko, czego my pragnęliśmy. Ja chciałem mieć ojca, ale on umarł po tym, jak spadł z rusztowania i pękła mu aorta. Nick też chciał mieć ojca, tylko takiego, który nie pierze matki po twarzy, odmalowując na niej obraz nędzy i rozpaczy. Woluszy rzadko mówił o starych, ale wiedziałem, że jego matka wyjechała do pracy za granicę i już nie wróciła. O Gucka potrzebach wiedziałem najwięcej. Głosy przebijające się przez cienkie ściany mieszkań, wybijały ciężki rytm patologii. Codziennie o tej samej porze, jego stary zaczynał koncert. ,,Ty debilu!”, krzyczał. ,,Jesteś tak samo szpetny, jak twoja matka!”. Odgłosy szamotaniny nie pozwalały mi zasnąć. ,,Pojebie!”, darł się i zrzucał jakieś przedmioty na podłogę. Niektóre turlały się i uderzały o rury grzejnika. Czasem wyobrażałem sobie, że wspinam się po nich, jak po łodydze fasoli i przebijam głową sufit. Ale to były tylko wyobrażenia. Prawdziwe będą naderwane uszy Gucka.”

Pasji Pisania dziękuję za możliwość opublikowania tekstu i uznanie. Teraz z niecierpliwością czekam na egzemplarz ,,Zabierz mnie do domu” Marie Aubert.

Źródło cytatu: blog.pasjapisania.pl

2 thoughts on “Gdyby nie dom…

    • lucynalesniowska.pl says:

      Dziękuję Grażynko 🙂 Niestety takich domów jest zbyt wiele i szkoda, że to nie jest tylko słowo pisane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Translate »